Treking z różańcem

Ponoć nic nie sprzyja kontemplacji tak, jak kontakt z przyrodą. Ponoć najpiękniej człowiek modli się właśnie na łonie natury, kiedy patrząc na nią, uczy się dziękować. Może dlatego Obóz Adaptacyjny Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola co roku odbywa się w górach. Obecni i przyszli studenci przyjeżdżają do Białego Dunajca koło Zakopanego, aby się spotkać: z kolegami ze studiów, z duszpasterstwa, z przyszłymi znajomymi z uczelni, z górami i – przede wszystkim – z Bogiem.

W tym roku po raz 26. obecni i przyszli studenci z Wrocławia i Opola spędzili w Białym Dunajcu dwa tygodnie pełne górskich wypraw, zabaw integracyjnych i modlitwy.

- To jest to, co odróżnia obóz w Białym Dunajcu od innych adapciaków – mówi Magda, która od kilku lat przyjeżdża na obóz do Białego Dunajca. - Tutaj Boga spotyka się na każdym kroku. Czuć jego bliskość. Kaplice, wyznaczone miejsce modlitw i skupienia, ikony w chatach. W każdej chacie co najmniej kilkanaście egzemplarzy Pisma Św., brewiarze.

 

Harmonogram każdego dnia obozu jest ułożony tak, by codziennie można było uczestniczyć we Mszy św. To ona podczas obozu jest centralnym punktem każdego dnia. Do niej wszystko jest dostosowywane: czas posiłków, powrotów ze szlaków, imprez.

 

Co wyróżnia obóz adaptacyjny w Białym Dunajcu? Przede wszystkim organizacja dnia, sposób spędzania czasu.

Dzień zaczyna się bardzo wcześnie. Czasem od jutrzni, a czasem pierwszą modlitwą jest ta przed posiłkiem. Później grupy ze wszystkich chat rozchodzą się na górskie szlaki. Trasy są zróżnicowane pod względem stopnia trudności, nie od razu wszyscy zdobywają Orlą Perć czy Rysy. Dla mniej zaawansowanych w zdobywaniu szczytów górskich przygotowywane są trasy dostosowane do ich możliwości, wszystkim zajmują się odpowiedzialni za to turystyczni – przewodnicy na trasach górskich podczas obozu w Białym Dunajcu. Bez względu na to, którą trasę wybiorą, studenci także na szlakach spotykają się z modlitwą.

- Lubię, kiedy w samo południe zatrzymujemy się na trasie po to, żeby odmówić modlitwę Anioł Pański – przyznaje Tomek, student pierwszego roku. - Ale zmęczenie wędrówką i tatrzański krajobraz sprzyja też rozważaniu, kontemplacji. Czasem zorganizowanej, ale częściej wynika ona z zachwytu światem, który z gór wygląda zupełnie inaczej.

Po powrocie z górskich wypraw na wędrowców czeka w chatach posiłek przygotowany przez uczestników obozu, codziennie innych. Gotowanie dla kilkudziesięciu osób to jedno z wyzwań, jakie stają przed każdym obozowiczem, ale zawsze może liczyć tutaj na życzliwą pomoc.

Codziennie o godz. 19.00 studenci udają się do kościoła parafialnego w Białym Dunajcu na Mszę św. Często zdarza się, że przychodzą do kościoła prosto ze szlaku, brudni, głodni, zmęczeni. Ale to najważniejszy moment dnia. To w kościele spotykają się wszyscy uczestnicy, jednoczą się w modlitwie i wymieniają ogłoszeniami. Kościół spaja cały obóz, wszystkie chaty w jedną całość zarówno formalnie, jak i duchowo.

- Ważne jest to, że na Białym Dunajcu Kościół pokazuje swoje inne oblicze, bardziej radosne, wyluzowane, otwarte – mówi Magda. – Tutaj poznałam Kościół z zupełnie innej strony, bardziej przystępnej dla młodego wierzącego.

To także specyfika obozu w Białym Dunajcu: studencki sposób modlitwy i uczestniczenia we Mszy św., różny od tego, jaki znamy ze standardowych parafialnych Mszy św.

- W mojej parafii nie do pomyślenia jest usiąść na podłodze w kościele – opowiada Krzysiek, student trzeciego roku. – Tam na znak pokoju wykonuje się delikatne skinięcie głowy gdzieś w powietrze, a tutaj studenci w kościele czują się jak w rodzinnym domu, ściskają sobie dłonie, uśmiechają się, przytulają i widzą aprobatę dla takiego zachowania ze strony duchowieństwa.

 

Przyzwyczajeni do długich kazań po wyczerpujących wyprawach górskich w zatłoczonym kościele studenci siadają tam, gdzie znajdą miejsce. Czasem jest to konfesjonał, czasem schody, a najczęściej podłoga na środku kościoła. Nikogo to nie gorszy. Angażują się w Eucharystię – to widać i słychać, kiedy głośno śpiewają i zanoszą się śmiechem podczas kazania. Bo przy studentach i księża są wyluzowani. Mówią ich językiem. Do nich i o nich. Obrazowo, dynamicznie, opierają się na dobrze znanym studentom przykładach, żartują. Wciąż coś się dzieje.

- Taki styl bardzo trafia do młodzieży i tworzy niesamowitą atmosferę. Właśnie tą atmosferą zaraziłam się kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy. Tak właśnie trafiłam do Duszpasterstwa Akademickiego: spodobało mi się to w Białym Dunajcu i poczułam potrzebę bycia w kontakcie z takim życiem na co dzień, już podczas studiów we Wrocławiu – wyznaje Magda.

 

Ale to nie jedyne oblicze studentów, jakie można było zobaczyć w Białym Dunajcu: Czwartkowy wieczór, tuż przed godziną dziesiątą. Kościół wypełniony młodymi, którzy w dużej części przyszli tutaj prosto ze szlaków na Mszę św. i zostali dłużej, aby adorować Krzyż św. Siedzą, klęczą, wielu z nich na podłodze, na twarzach widać skupienie. Niektórzy lekko się uśmiechają, inni ukradkiem ocierają łzy. Włączają się w cichy śpiew kanonów. Nie spieszy im się nigdzie. Nagle ktoś mówi, że adoracja zmierza ku końcowi. Trzeba wyjść z kościoła. Większość robi to niechętnie. Ostatnie osoby podchodzą do krzyża, by go ucałować.

- Żałowaliśmy ze znajomymi, że adoracja nie mogła trwać dłużej – mówi Krzysiek. – Ten czas wielkiego skupienia, zamknięcia w wewnętrznej modlitwie mógłby dla mnie trwać wtedy całą noc. Atmosfera bardzo sprzyjała takiej adoracji w ciszy. Cały obóz temu sprzyjał. Jakby był jednym wielkim uwielbieniem.

 

Bo obóz adaptacyjny w Białym Dunajcu to poza integracją także niezwykła szkoła codziennego życia z Bogiem. Spędzania dnia z modlitwą na ustach, przechodzenia z nią na „ty”.

- To idealny sposób, by pokazać młodym ludziom, że duszpasterstwo akademickie to nie sekta zdewociałych maminsynków, jak wielu sądzi, a wspólnota potrafiących dobrze się bawić i jednocześnie świadomych swojej wiary normalnych ludzi – mówi Tomek. – Mnie to przekonało i w październiku na pewno przyjdę do jednego z D.A.

Agnieszka Nowacka